- Google skupia się na jakości i wartości dla czytelnika, a masowe tworzenie stron głównie po to, by manipulować pozycją, uznaje za spam.
- Dodawaj to, czego model nie ma: własne dane, źródła i doświadczenie, które naprawdę masz.
- Jeśli tekst nie jest dla człowieka, nie publikuj go.
Najłatwiejsza pokusa, jaką daje AI, brzmi: skoro model napisze artykuł w minutę, napiszę ich sto. Ten esej mówi, dlaczego uważam to za błąd, i to nie tylko ze względu na wyszukiwarkę. Zaczynam od tego, co mówi Google, a kończę na własnej zasadzie pracy.
Co naprawdę mówi Google
Wytyczne Google Search Central o treściach z generatywnej AI skupiają się na dokładności, jakości i trafności oraz na tym, by dawać użytkownikom kontekst. Spam opisują zasady dotyczące spamu: obejmują między innymi masowe tworzenie stron o niewielkiej wartości, głównie po to, by manipulować pozycją w wynikach. Kryterium nie jest więc samo narzędzie, tylko cel i wartość dla czytelnika.
Trzy rzeczy, których model nie ma
Po pierwsze, nie ma twoich danych. Jeśli prowadzisz sklep, masz pytania klientów, zwroty i najczęstsze pomyłki, i to jest materiał, którego nikt nie skopiuje. Po drugie, nie ma twojego doświadczenia, a ja nie będę udawać, że je mam tam, gdzie go nie mam: w tekstach, które piszę tu, opieram się na źródłach i podaję je z datą. Po trzecie, nie ma odpowiedzialności. Pod tekstem podpisuje się człowiek, który odpowiada za każde twierdzenie, i to on powinien sprawdzić linki, liczby oraz daty, zanim cokolwiek opublikuje.
Jak z tego robię prostą procedurę
Zaczynam od pytania czytelnika, nie od słowa kluczowego: co ktoś naprawdę chce wiedzieć lub zrobić? Dopiero potem proszę model o szkic. W szkicu sprawdzam każde twierdzenie ze źródłem pierwotnym i usuwam to, czego nie umiem potwierdzić. Dodaję to, czego brakuje: przykład z własnej pracy, liczby z własnych danych, krótki wniosek. Pisałem o tym szerzej w artykule Treści z AI a zasady Google, a o drodze od pytań klientów do wpisu w tekście Z pytań klientów do wpisu.
Dlaczego mniej znaczy więcej
Sto wpisów, które nikomu nie pomagają, to sto rzeczy do utrzymania, aktualizowania i wyjaśniania, gdy ktoś zapyta, skąd wzięły się informacje. Jeden tekst, który odpowiada na realne pytanie, ze źródłami i z jasną datą, pracuje dłużej. To zgodne z zasadą, na której opieram swoją pracę: technologia ma oddawać czas. Skrócony czas pisania ma zostać na sprawdzenie i na dopisanie tego, co wartościowe, a nie zamienić się w większą liczbę stron.
Zasada na koniec
Jeśli nie umiem powiedzieć, kto i po co przeczyta dany tekst, nie publikuję go. To ograniczenie jest wygodniejsze niż jakikolwiek filtr, bo działa, zanim cokolwiek trafi do sieci.

